31. grudzień 2020 - 3:00 do 6:00
Poleć na:

Zabawa w domek. | Warshaw | czwartek, 31. grudzień 2020

Wydarzenie to jest ostatnią deską ratunku dla trójki bezdomnych osób, zamieszkujących ruiny niedaleko schroniska na Paluchu.
Pan Stanisław i Barbara są ze sobą na dobre i na złe od siedemnastu lat. Od trzech lat opiekują się Dorotą, przygarniętą z przystanku autobusowego, traktując ją jak przybraną córkę. Mają adoptowaną ze schroniska suczkę.
Ludzie ci klepali biedę w małym miasteczku przy wsparciu Opieki Społecznej i nic im więcej do szczęścia nie brakowało. Niestety, w pewnym momencie zabrakło pieniędzy, a kiedy właściciel kamienicy wymówił im mikroskopijną kawalerkę gdzie się gnieździli, ich patchworkowa rodzinna sielanka się skończyła.
"Wyemigrowali" do Warszawy i zaszyli się dyskretnie w ruinach pustostanu. Było ciepło, wakacyjnie, wydawało się , że jakoś dadzą sobie radę z kocem zamiast drzwi i szmatami w dziurach po oknach. Jesienią stało się jasne, że nigdzie się z ruin nie wybierają, ale ich egzystencja stała się problematyczna, zrobiło się po prostu zimno. O ich istnieniu wiedzieli już okoliczni ludzie i kilku wolontariuszy z Palucha. Najpierw pomagali psu-od tego przecież byli, ale wkrótce stało się jasne, że to ludzie wymagają największej pomocy, że nie poradzą sobie sami.
Barbara wprawdzie oczekiwała na pierwszą w życiu obiecaną przez Państwo emeryturę, ale Stanisław znów poważnie zachorował na płuca i utrzymanie jego dorywczej pracy wisiało na włosku.
Nie było już na co czekać, ruszyła ludzka pomoc. W oknach pojawiły się okna, w dziurze z kocem drzwi, przy starym kominie piecyk-koza. Z boku załatwiony stary toi-toi, na jesień trochę ubrań, piernatów, garnków, zapasów jedzenia.
Wspólnymi siłami, wyręczając niewydolne Państwo stworzyliśmy tej wykluczonej trójce z psem namiastkę domu.
Sielanka życia w skleconym z odpadów i darów domku skończyła się brutalnie po Świętach.
Zjawiły się osoby podające się za spadkobierców terenu, w asyście policji, a rodzina dostałą ultimatum: mają zniknąć z posesji do końca stycznia. Stanisław, Barbara i Dorota z suką i kotem nie wiedzą gdzie mają się podziać.
Lokal socjalny obiecano im w rodzinnym miasteczku za…siedemnaście lat. Jeśli damy im szansę odbić się od dna, wypłyną, o ile wcześniej nie wymrą ze stresu, nawrotu chorób i skrajnie trudnych warunków życiowych. Obecnie na cito szukamy dla nich taniego mieszkania / domku z ogrodem, gdzie mogliby zamieszkać razem ze swoimi zwierzętami.
Halo, Warszawo! Kto podaruje tej trójce rozbitków schronienie w zamian za niewysoki czynsz? Może jest gdzieś dom do remontu, który mogliby wiosną remontować w zamian za mieszkanie?
Tym ludziom natychmiast trzeba dachu nad głową!
Jeżeli ktoś mógłby pomóc, konkretnie, nie darami rzeczowymi, ale dachem nad głową, najlepiej w pobliżu obecnego miejsca ich pobytu, prosimy o wiadomość.
Można dzwonić
606 890 357 Maja,
696 428 111 Wanda,
691 686 763 Marta
lub pisać tu, na wydarzeniu albo w wiadomościach prywatnych.